niedziela, 29 maja 2011

Family Wedding Weekend


Pora wyjawić, cóż to za fenomenalny pomysł Anny S. i jej męża "rzucił" nas do Wzgórz Dylewskich...Wykiełkowawszy w głowach wyżej wspomnianego duetu, przybrał w tym roku realne kształty jako wydarzenie zatytułowane  "Family Wedding Weekend". Pod tą nazwą kryje się czterodniowy pobyt na mazurskim łonie natury okraszony przeróżnymi rozrywkami dla ciała, ducha i umysłu, a zwieńczony ŚLUBEM genialnej pary. Uczestnicy: najbliższa rodzina, której dano w tychże sielskich "okolicznościach przyrody" (w tym przypadku zwrot ten jest jak najbardziej adekwatny) możliwość wzajemnego poznania się, z wynikiem… wyjątkowo pozytywnym :)
O trafniejszą ideę uczczenia formalnego związania się dwojga ludzi (a co za tym idzie- i ich rodzin) trudno!
Wielkie dzięki, Kochani!

Poniżej kilka kart z notatnika pamięci wspomaganej małym fotoaparatem. Oczywiście są to wspomnienia architektoniczno-wnętrzarsko-dizajnerskie, a jakże! (z elementami przyrody, której gloryfikacji nie potrafimy sobie odmówić...).



Ślub akurat nie w tym, ale w równie "klimatycznym" kościółku.
Poniżej:



Lobby/kawiarnia hotelowa, gdzie pAnna Młoda zagrała Swemu Mężowi na fortepianie- Chopina!!!
...a wnętrze- poprawne.




Poniżej Restauracja Romantyczna:
               
  





poniedziałek, 23 maja 2011

Stara Szkoła c.d.

Nie mogliśmy się oprzeć- jeszcze trochę o Starej Szkole.

Na pierwszym roku studiów (Architektura i Urbanistyka) w ramach jednego z przedmiotów projektowych zabrano nas na wycieczkę do Supraśla, gdzie mieliśmy za zadanie "poszukać" Ducha Miejsca, a następnie przedstawić go na planszy 60x60cm. używając dowolnej techniki.
Pojawiło się mnóstwo naprawdę interesujących pomysłów i dobrych prac (co niekoniecznie zawsze idzie w parze), jednak wysoko ocenione zostały tylko te, które odpowiadały wizji (i wiedzy) prowadzących.

Być może temat zadania należało sprecyzować inaczej...?

Jeśmy zdania, że wszyscy inaczej postrzegamy daną przestrzeń i każdy odnajduje w niej WŁASNEGO Ducha Miejsca. Nie ma tu jednej właściwej odpowiedzi, jest ich nieskończenie wiele.

Jakkolwiek by nie wyglądał- w Starej Szkole Duch Miejsca z pewnością jest obecny.
Spójrzcie na zdjęcia, dostrzeżecie go na pewno.
Każdy po swojemu...


To akurat nie duch, ale siedmioletni Antoine świeżo z wycieczki pod Grunwaldem powrócony. 


Poniżej hol:



Sala-salon dla gości:
Przy stole (tak jakby...) siedzi synek gospodarzy. Co robi?
Zgłębia tajniki języka Wikingów!!!
W takim miejscu nie czyta się komiksów o Kaczorze Donaldzie.








Jeden z apartamentów:





Na drzwiach do łazienki taki oto haftowany obrazek. Przeuroczy.



wtorek, 17 maja 2011

Stara Szkoła

     
   Dzięki fenomenalnemu pomysłowi Anny jeszcze K. oraz jej pierwszego, a zarazem obecnego męża spotkała nas ostatnio dzika przyjemność poznania Polskiej Toskanii, czyli Wzgórz Dylewskich.
Jakże cudowna okolica! Powalił kompletnie z nóg nas-mieszczuchów „suchy przestwór oceanu”, w którym nie tylko nurzać się można, ale i oddychać nareszcie, i napawać się, napawać… nie jedynie bogactwem przyrody, jak się okazało, bo…

  Przedstawiono nam przeurocze miejsce- Starą Szkołę, pensjonat urządzony w murach dawnej szkoły podstawowej z końca XIXw., którą w wyniku braku małych uczniów niedawno odremontowano i przystosowano do obecnej funkcji, co -jesteśmy przekonani- nie urąga w niczym budynkowi.
Popatrzcie sami- wnętrza proste, ale z duszą. Naturalne materiały, stare meble, rustykalne dodatki- nikt się nie „spinał”, żeby stworzyć efekt swojskiego domu na wsi, to JEST swojski dom na wsi.

 Główne pomieszczenie w Starej Szkole to kuchnia usytuowana w jadalni/ bądź jadalnia usytuowana w kuchni. Zespojenie tych dwóch pomieszczeń w jedną strefę tworzy domową, przyjazną atmosferę, gdzie nikt niczego nie ukrywa, nie udaje, a rozwiązanie takie sprzyja rozmowom i prawieniu komplementów kucharce podczas posiłku. Stare mury z czerwonej cegły, bielony dąb, piec kaflowy, zabytkowe meble i spora ilość gadżetów dekoracyjno-użytkowych (tych należących do właścicieli i tych wyszperanych na pchlich targach) przywołują na myśl sielskie dzieciństwo u babci na wsi.
I o to właśnie chodzi...
  Dodatkowo ciekawy efekt daje subtelne wplecenie akcentów francuskich- córka właścicieli studiuje sztukę kulinarną w Lyonie. Podczas naszej biesiady z głośników na starym kredensie dobiegał śpiew Edith Piaf, stół nakryto serwetami w typową czerwono-białą kratę, a creme de chocolat ukontentował nawet naszego Francuza-Krzysztofa!

Prosto i miło- duży stół, pyszne jedzenie i dobre wino. W jakże uroczej oprawie!!!


Konstrukcja stropu składa się ze starej, pierwotnej części i nowej- łatwo zauważyć różnicę między nimi.
                         
Dębowa komoda "ukrywająca" część kuchenną.








     Łasuchy mogą liczyć na koło ratunkowe :)


  

Serek z koziego mleka stworzony przez gospodarza. Mmmm...

Po więcej odsyłamy do: http://www.dylewskie.pl/


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...